Pin It

Wywiad z Celestyną Osiak. Coachem od kobiecej duszy, pieniędzy i biznesu!

Pierwszy raz spotkałam Celestynę Osiak dwa lata temu. Była prelegentką Wielkiej Wymiany Kontaktów w Krakowie, gdzie mówiła o ścisłym związku pieniędzy i duszy, co dla mojego umysłu było wtedy zdecydowanie zbyt abstrakcyjne. Teraz spotykamy się ponownie, by porozmawiać – a jakże! – o pieniądzach, duszy i kobiecym biznesie 🙂

 

Z naszej rozmowy dowiesz się…

Dlaczego zdjęcie wyrwane z kontekstu może narobić w internecie dużo zamieszania.

Dlaczego mając czas i pieniądze nadal możesz być nieszczęśliwa.

Dlaczego warto inwestować w swój własny rozwój.

Dlaczego lepiej być jednocześnie kobietą i mężczyzną.

Dlaczego pieniądze wzbudzają w nas emocje.

Dlaczego połowa kobiet ma problem z oszczędzaniem.

Dlaczego i komu warto mówić „Kocham Cię!”

I wiele, wiele więcej! 🙂

 

Nagranie dostępne jest również pod tym linkiem:

http://bit.ly/gwp_celestynaosiak

podkreslenie_3podkreslenie_3

guzik_z_tlem

 

TRANSKRYPCJA WYWIADU Z CELESTYNĄ OSIAK:

 

Celestyna Osiak: Powiedz mi, skąd taka inicjatywa? Mówiłaś, że pracujesz z wieloma kobietami…

 

 

Marcelina Górska: Zajmuję się wizerunkiem i stylizacją osobistą. Zajmuję się dopasowaniem zawartości garderoby do Twojego stylu życia – żeby Twoja szafa była funkcjonalna, praktyczna i wszystko grało w niej tak, jak powinno, a ubieranie się zajmowało Ci jak najmniej czasu.

 

Przez to mam też dużo kontaktów bezpośrednich z domem moich klientek, z ich relacjami z bliskimi, z tym, że one mają w głowie różne „widzimisię” na temat swojego ciała… Tych problemów jest od groma! Wiadomo, że ja, jako jednostka, nie jestem w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Czasami potrzebuję, gdzieś taką kobietę skierować, żeby mogła zobaczyć, że faktycznie nie jest to tylko i wyłącznie jej problem. Inne osoby też mogą mieć z tym problem. Są na to rozwiązania np. można się z kimś spotkać albo coś przeczytać, czy też wdrożyć ćwiczenia takie, a nie inne… Stąd taki pomysł 🙂

 

Ja sama jestem mocno techniczna. Piszę głównie na temat zarządzania garderobą. Na temat tego, jak kupować ubrania, co robią kolory w biznesie, co robią kolory w wizerunku itp. To są mocno techniczne sprawy. Mało wchodzę – bo się na tym nie znam i nie będę udawać, że jest inaczej – w tematykę akceptacji własnego ciała. Tyle, co z praktyki. Ale wiesz, to może być tak, że Ty możesz coś widzieć, a ktoś to przebadał i okazuje się, że to, co Ty widzisz, jest tylko ułamkiem tego, co tak naprawdę się dzieje. Są teorie, dowody i rozwiązana… Nie wiem, czy wytłumaczyłam?

 

Celestyna: Absolutnie! W ogóle fajnie, że tak dbasz o swoje klientki, że chcesz się czegoś dowiedzieć w tej sprawie. Super!

 

 

Marcelina: To tak w skrócie. Z racji tego, że zrobiłam listę pytań, to będę się starała jej trzymać, bo się lekko stresuję naszą rozmową…

 

Pierwsze pytanie będzie dotyczyło bardzo mocno wizerunku. Jeżeli wpisuję „Celestyna Osiak” i wchodzę w Google Grafika, to co widzę? Albo blond piękność, czyli kobietę w białym futrze, albo Ciebie w wersji z szerokim uśmiechem, leżącą na stuzłotówkach. <śmiech> Jasne, że później są już Twoje zdjęcia z webinarów i konferencji. Pytanie brzmi skąd w ogóle taki bardzo amerykański styl, jeżeli chodzi o wizerunek np. na Twojej stronie?

 

 

Celestyna: Na stronie jest już inaczej, ponieważ była zmieniana.

 

Widzę, że ludzie tak jakoś bardzo się przywiązują do tego zdjęcia na pieniądzach. To zdjęcie miało być też na mojej stronie, ale już z dopowiedzianą historią – bo to taki fragment, wycinek sytuacji z mojego dzieciństwa.

 

Kiedyś, jako 5 letnie  dziecko, zobaczyłam, że rodzice zamknęli  drzwi do salonu. Nie rozumiałam dlaczego, więc je otworzyłam i zobaczyłam moich rodziców leżących – wcale nie w dwuznacznej sytuacji – na pieniądzach. Oni po prostu liczyli dużo pieniędzy. Wiesz, jak ja z poziomu pięcioletniego dziecka zobaczyłam to łóżko, to zobaczyłam na nim morze pieniędzy! Mój ojciec, nie wiedzieć czemu – teraz, jako dorosły człowiek, zupełnie tego nie rozumiem – bardzo się zdenerwował, wziął mnie mocno za rękę i wyrzucił z pokoju…

 

Dlatego też postanowiłam zrobić fotograficzną sesję terapeutyczną! Zadzwoniłam do mojej klientki Magdy Kowalskiej i mówię: „Magda, Ty to zrozumiesz. Będziemy mi robić zdjęcia na pieniądzach”.

 

 

Marcelina: Genialne!

 

Celestyna: I zrobiłam to, właśnie po to. Był to jeden z elementów mojej terapii – żeby sobie uzdrowić tamten moment. Najprawdopodobniej zaowocował on tym, że zawsze miałam bardzo dużo pieniędzy, zawsze zarabiałam. Już na studiach zarabiałam spore pieniądze – jak na ówczesne czasy – ale tych pieniędzy nie miałam.

 

To jest chyba to, co mi się wtedy stworzyło w głowie. Taka sklejka: „Mam dostęp do dużych pieniędzy, ale ich nie mam”. Widzę je na tym łóżku, ale potem ojciec mnie wyrzuca z pokoju. I tak faktycznie było w moich finansach – miałam zawsze bardzo duże zarobki, ale nigdy nie miałam nic na koncie, bo one w jakiś magiczny sposób…. Oczywiście to nie magia! Nie umiałam zarządzać pieniędzmi, więc one znikały.

 

Zrobiłam sobie to zdjęcie i ono zaczęło latać po Internecie. Nie chciałam się chwalić, ale gdzieś tam je zaczęłam puszczać. I okazało się, że wyciągnięte z kontekstu robiło mi bardziej złą robotę, niż dobrą, bo ludzie mówili: „Ojejku, jak ona się afiszuje z tymi pieniędzmi”. To też było bardzo ciekawe doświadczenie. 40 tysięcy złotych – bo tyle tego było – położone na łóżku, to wcale nie jest tak dużo.

 

Marcelina: No tak. We mnie to zdjęcie nie wzbudziło negatywnych skojarzeń, ale od razu jak je zobaczyłam, pomyślałam sobie: „Nooo, ma kobieta jaja, że w Polsce pokazuje się właśnie w taki sposób”! Dla mnie to było raczej pozytywne – w sumie co w tym złego? – ale też pomyślałam: „Oj, jeśli chodzi o niektórych ludzi, to pewnie będzie ciekawie”. Jeśli chodzi o ich komentarze…

 

Celestyna: No i właśnie! Właśnie takie komentarze się pojawiały. W sumie szkoda, że nie pociągnęłam tego dalej, bo taka jest właśnie prawdziwa historia – to sesja terapeutyczna.

 

Wracając z kolei do mojego zdjęcia w białym futerku – to przez 3 lata byłam kaskaderką telewizyjną i po prostu musiałam sobie zrobić fajne zdjęcia do portfolio – właśnie jako kaskaderka. To zdjęcie jest akurat z tamtych czasów i później wykorzystywałam je do różnych spraw zawodowych.

 

 

 

Marcelina: Ono jest bardzo ładne!

 

 

Celestyna: Piękne jest! Piękne!

 

 

Marcelina: Też widać dużą odwagę w Twoich oczach. Emanuje czymś takim: „Ej, w sumie jestem w stanie zrobić wszystko”!

 

 

Celestyna: Jak się jest kaskaderką, to ma się takie nastawienie do życia! Ale też mnie ciekawi, że od razu je zauważyłaś. Aż tak bardzo się wybija?

Marcelina: Tak. Twoje późniejsze zdjęcia są już…  Pokazują Ciebie jako nauczycielkę, jako mentorkę. Te dwa, z pieniędzmi i w futrze, są charakterne -nie ma kontekstu drugiej osoby, jesteś tylko Ty. Na innych widać, że mówisz do kogoś, gestykulujesz, a te zdjęcia pokazują tylko i wyłącznie Ciebie. Może właśnie dlatego zwróciły moją uwagę. Wróćmy do pytania. Jesteś coachem. Jesteś mentorem dla kobiet przedsiębiorczych i masz bardzo ciekawe połączenie – pracujesz z duszą, pieniędzmi i biznesem. Skąd w ogóle taki pomysł?

 

 

Celestyna: Gdzieś tam, w wieku 18 lat, rozpoczęłam swoją podróż w rozwoju osobistym i duchowym. Rozwój był dla mnie bardzo ważny przez całe życie – zresztą nadal jest – i w pewnym momencie…

 

Kiedy doszłam już do takiego momentu w swojej firmie – w mojej szkole językowej – że miałam czas i miałam pieniądze, to nagle okazało się, że straciłam sens. Poprzez nadmierne pracowanie po prostu straciłam sens wszystkiego. Miałam poczucie, że muszę na nowo zdefiniować siebie.

 

Wtedy, czyli około 10 lat temu, zaczęły się głosy o rozwijaniu pasji i robienia z jej pomocą biznesu. Moją pasją był właśnie rozwój osobisty! Pomyślałam, dlaczego nie? Skoro zainwestowałam już tak dużo czasu, pieniędzy i energii w warsztaty, szkolenia, różne sesje terapeutyczne, to może warto się tym zająć? Akurat wtedy pojawiła się kanadyjska szkoła coachów. Wzięłam w niej udział, w pierwszej edycji i stałam się coachem. Ale gdzieś, w tym „koszernym coachingu”, jak ja to nazywam, czyli w klasycznym coachingu, brakowało mi czegoś głębszego.

 

Postanowiłam poszukać jeszcze głębiej i znalazłam soul coaching, czyli coaching duszy. To połączenie nie oddaje tego o co chodzi w soul coachingu, bo ciężko jest coachować duszę, prawda? Dusza jest w nas czymś nieśmiertelnym, jest częścią boską, więc trudno ją coachować. To jest coaching, który sprawia, że to Ty docierasz do duszy, a dusza zaczyna Cię coachować.

 

W momencie, kiedy zaczęłam pracować ze swoim biznes coachem – żeby ten swój mały biznes coachingowo – szkoleniowy jakoś ukształtować i nadać mu konkretny kierunek – uświadomiliśmy sobie, że moje doświadczenia biznesowe z prowadzenia szkoły językowej oraz moje nowe doświadczenia biznesowe z prowadzenia nowego biznesu, mogą zaowocować tym, że ja faktycznie mogę pomagać dziewczynom, które mają własne firmy! Zrobiłam jeszcze w Stanach coaching biznesu – jeździłam tam regularnie, korzystając z różnych szkół.

 

Tak to wszystko się splotło. Powiem Ci szczerze, że na początku w ogóle nie mogłam zrozumieć, jak to można połączyć. Tak jak Ty mówisz: „Skąd takie połączenie – tu biznes, tu dusza, do tego jeszcze pieniądze”? W tamtym momencie pojawiło się w mojej głowie wyrażenie „biznes z duszą”.

 

 

Marcelina: To przeciwieństwo tego, że w Polsce mówimy o biznesie bez duszy? Bezduszny biznes, czyli oparty tylko na pieniądzach. Gdzieś ta mantra się pojawia…

 

Celestyna: Tak, gdzieś się to pojawia. Ja mam chyba taką misję, żeby stworzyć inną mantrę: „Pieniądz jest dobry” i kolejną: „Biznes możemy robić z duszą”.

 

Do mnie trafiają kobiety, dla których ta dusza jest ważna. Kobiety, które mają własne firmy i nie są takie lewopółkulowe pt.: „Jedziemy z koksem!” – plan 1, plan 2, plan 3. One potrzebują żeby ich biznes wyrażał ich życiową misję – żeby był połączony z poziomem serca. Zawsze mówię: „Wsłuchaj się w swoje serce, wsłuchaj się w swoją duszę, żebyś wiedziała w którym kierunku iść w swoim biznesie, ale potem użyj głowy, by realizować strategię” – więc tak naprawdę to jest i jedno, i drugie.

 

Kiedy używamy tylko lewej półkuli mózgu – logicznej, racjonalnej, logistycznej – to w pewnym momencie następuje wypalenie zawodowe. Z kolei, jeśli używamy tylko prawej półkuli, czyli tej wyobrażeniowej, intuicyjnej i emocjonalnej, to mało rzeczy robimy, bo cały czas latamy w obłokach.

 

Ja jestem takim połączeniem nieba i ziemi – tym Paniom, które mocno stąpają po ziemi pomagam latać, kontaktować się z duszą i odkrywać swoje serce. Wtedy się robi taka fajna mieszanka!

 

 

Marcelina: Ja się zastanawiam, czy no nie jest przypadkiem tak, że to połączenie duszy i biznesu jest domeną kobiet? Czy może to nie jest zależne od płci?

 

 

Celestyna: Powiedziałaś, że to jest domena kobiet… Na pewno kobiety tego bardziej potrzebują – co nie oznacza, że mężczyźni tego nie potrzebują. Może kobiety bardziej to wyrażają. Gdybyśmy tak czarno – biało mówiły o płciach, to my kobiety jesteśmy bardziej intuicyjne, prawda? Dusza i serce są dla nas bardziej naturalne. Mówi się, że głowa jest męska, a serce jest bardziej kobiece. Ja stosuję w swoim coachingu lub mentoringu równowagę – w każdej kobiecie jest mężczyzna i w każdym mężczyźnie jest kobieta. Chodzi o to, by tych dwóch jakości używać proporcjonalnie – wtedy mamy większą równowagę i w życiu, i w biznesie.

 

 

Marcelina: No tak. Ciężko, żebyśmy funkcjonowały bez głowy. Wolałabym nie! 😉

 

 

Celestyna: Prawda? <śmiech>

 

Marcelina: Ja jestem bardziej racjonalna – jak kogoś słucham, to przemawia do mnie wtedy, gdy rozumie, że kobieta ma jedno i drugie, czyli serce i głowę. Ciężko mi się dogadać z kobietami, które bardzo dużo mówią o sercu i o intuicji… Zauważyłam, że też jesteśmy różne i trzeba brać to pod uwagę. Oczywiście intuicja też jest ważna.

 

 

Celestyna: Absolutnie! Są takie Panie – jak ja – które bardziej idą z duszą. Ale pracuję też z kobietami, które mają duże sukcesy w swoich firmach i gdzieś zatraciły ten kontakt – pojawia się w nich tęsknota i pytanie po co to wszystko? Wtedy to właśnie kontakt z sercem pomaga odkrywać to „po co”.

 

 

MarcelinaCzyli nie tylko ja mam takie problemy! <śmiech> . Na swojej stronie internetowej piszesz: „Pieniądze są dobre. Kontaktowanie z własną duszą łatwe. Prosperowanie we własnym biznesie prostsze, niż się nam wydaje”. Już trochę o tym powiedziałaś, ale chciałabym to pytanie zadać wprost – dlaczego pieniądze są dobre i dlaczego warto o tym mówić? Co nam to daje?

 

 

Celestyna: Przepraszam, że to powiem, ale jak słyszę takie pytanie, to ono już mnie napawa smutkiem. Oczywiście to nie o to chodzi, że Ty je zadajesz, tylko ludzie bardzo często o to pytają…

 

Marcelina: Właśnie dlatego je zadaję!

 

 

Celestyna: No właśnie… Z jakiego tytułu w ogóle problem z pieniędzmi? Przecież to jest tylko papier! Tak? Jest to papier na którym nadrukowane są jakieś numerki i tyle.

 

Ja faktycznie w swoim życiu dużo wycierpiałam – i teraz, uwaga, w cudzysłowie „przez pieniądze” – dlatego, że nie potrafiłam tymi pieniędzmi zarządzać. Moi rodzice mnie tego nie nauczyli, ale nie mam do nich o to pretensji. Takie były czasy. To znaczy, już nie mam, bo kiedyś miałam.

 

Z moich wszystkich, dość głębokich poszukiwań w temacie pieniędzy i pracy emocjonalnej z pieniędzmi wyszło, że my jako ludzie przyklejamy do pieniędzy różne bardzo negatywne emocje – robimy klasyczną projekcję. Projektujemy np. to, że jakaś osoba krzywo się na Ciebie popatrzy i Ty projektujesz: „O Jezu ona Cię nie lubi!”, tak? Więc my projektujemy na pieniądze takie uczucia jak: nienawiść, zawiść, złość, zazdrość, wstyd, poczucie winy. Bardzo często, jak ludzie myślą o pieniądzach, to nieświadomie uruchamiają w sobie te uczucia.

 

Z premedytacją mówię, że pieniądze są dobre – w kontrze do tego, że pieniądze są złe – ale tak naprawdę pieniądze, jako pieniądze, są po prostu neutralne.

 

 

Marcelina: Powiedzenie sobie, że pieniądze to jest tylko papier, fakt, ułatwia bardzo życie.

 

 

Celestyna: Prawda? Bardzo często, jak pracuję z klientkami w indywidualnych programach, to staram się z nimi sprzątać w emocjach związanych z pieniędzmi. Jeżeli podświadomie mamy pieniądze połączone z poczuciem winy – a chcemy dużo zarabiać – to z automatu uruchamia się nam poczucie winy, które nas sabotuje. Tym samym my same podświadomie sabotujemy swój rozwój finansowy i swoje dążenia! Jeżeli jesteśmy pełne różnych emocji związanych z pieniędzmi, które nie są wspierające, to te emocje nas blokują i to w bardzo prostych sprawach tj.: liczenie pieniędzy, odkładanie pieniędzy… Widzę, że się uśmiechasz?

 

 

Marcelina: Uśmiecham się, ponieważ przeczytałam u Ciebie, że wolisz odkładać, niż oszczędzać. Bardzo mi to utkwiło w pamięci – ta różnica w nazewnictwie między „odkładaniem”, a „oszczędzaniem”.

 

 

Celestyna: No tak. Bo ja sobie nie lubię niczego „szczędzić” <śmiech> . Ale jak już mam ustalone, że odkładam na konkretny cel, to jest dla mnie takie bardzo inspirujące. Oczywiście są ludzie… Wiesz co? To jest zaskakujące! Są dwa typy ludzi na świecie – jeśli możemy to aż tak uprościć – ci którzy umieją oszczędzać, czyli mają gen oszczędzania i ci, który go nie mają. Ja nie mam tego genu oszczędzania, więc muszę na sobie stosować różne triki i myki, żeby oszczędzać, czy też odkładać. Natomiast są ludzie, którzy umieją to robić, wręcz mają to w genach! I to jest niesamowite.

 

 

Marcelina: Uważasz, że jest w naszym życiu coś, co bardzo, bardzo mocno wpływa na nasz stosunek do pieniędzy? Coś, co dotyczy wiele różnych osób. Czy raczej jest to bardzo indywidualna sprawa każdej z nas?

 

 

Celestyna: Oczywiście to zależy indywidualnie od każdego z nas, ponieważ są różne pomysły na to, jak pieniądze są złe.

 

Pierwsza sprawa to wychowanie. W jaki sposób, w jakim duchu na temat pieniędzy zostałaś wychowana? Najczęściej trafiają do mnie kobiety, które mają problemy z pieniędzmi, z zarabianiem, z oszczędzaniem, albo takie, które chcą wejść na nowy próg finansowy. Wtedy najczęściej zanurzamy się w dzieciństwo, gdzie okazuje się, że dostały – tak jak ja – bardzo niewspierające pomysły na pieniądze. Ale czasem zdarza mi się spotykać osoby, które mają bardzo fajne i pozytywne programy wyniesione z dzieciństwa – i one nie mają tematu pieniędzy w swoim życiu! Mogą się uczyć lepiej zarządzać tymi pieniędzmi lub lepiej zarabiać, ale ogólnie nie mają z nimi problemu – to jest dla nich proste. Więc na pewno ten element wychowania jest bardzo ważny.

 

Jest też element społeczny, albo społeczno – religijny – nie bałabym się tak go określać. W naszej kulturze  bogaci ludzie – co jest też związane z czasami komunistycznymi – kojarzyli się ze złodziejami. A w biblii jest napisane „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”, prawda?

 

 

Marcelina: No tak. Jest taki fragment.

 

Celestyna: Więc w takim duchu religijnym jest też przekonanie, że z tymi którzy zarabiają pieniądze jest coś nie tak. Na szczęście w naszym społeczeństwie pojawił się ksiądz Stryczek. To jest cudowne – jak się czyta jego książkę na temat pieniędzy – ponieważ on te pieniądze tak naprawdę odmitologizowuje z tego religijnego nurtu, że tylko ubodzy są zacni.

 

Myślę, że to są dwa nurty – jeden nurt rodzinny, drugi społeczno – religijny.

 

Wracając jeszcze do nurtu rodzinnego. Bardzo często zauważam, że te przekonania dotyczące pieniędzy ciągną się przez pokolenia! Jest coś takiego jak kod wielopokoleniowy – pogląd praprababci, że pieniądze szczęścia nie dają lub, że jakiś nasz praprapradziadek przegrał cały folwark w karty i był hulaką, niesie się przez pokolenia!

 

Oczywiście dochodzi jeszcze jeden element, czyli brak edukacji finansowej w naszych szkołach. Nikt nas nie uczy, jak zarządzać pieniędzmi! Zarządzanie pieniędzmi, zarabianie pieniędzy… Taka formuła, którą ja nazywam ZIWO – Zarabianie, Inwestowanie, Wydawanie, Odkładanie, czyli wszystko, co związane jest z pieniędzmi – jest podstawą każdego naszego dnia, prawda? Idziemy z pieniędzmi na kawę. Idziemy z pieniędzmi kupić chleb. Kupujemy pierwszy samochód i pierwsze mieszkanie. Idziemy na studia do innego miasta. I na wszystko potrzebujemy pieniędzy!

 

Podsumowując – tak głębiej – to mamy: kod wielopokoleniowy, wychowanie na temat pieniądza w rodzinie, wychowanie społeczno – religijne oraz brak edukacji finansowej.

 

Brak edukacji jest szczególnie przerażający – w XXI wieku nie uczą nas w podstawówce na temat pieniędzy! Nie uczą nas w liceum. To wszystko powoduje, że ludzie z braku świadomości – i myślę, że też z lenistwa – zwalają na te pieniądze przeróżne dziwne rzeczy. „To wszystko przez pieniądze!”- a to wcale nie przez pieniądze, tylko przez nich, bo są niedouczeni!

 

 

Marcelina: No tak, ale też nie ma tego w kulturze – przynajmniej w większości – bo jak się jest z rodziny przedsiębiorców to bywa różnie… Albo jak mama jest księgową i przemyca nam pozytywne lub negatywne nawyki, czegoś tam uczy. W większości faktycznie słyszymy, że to „wina” pieniędzy, a nie tego, że nie potrafimy nimi zarządzać.

 

Ponieważ jesteś córką przedsiębiorcy – co już mówiłaś – zastanawiam się nad zdaniem, które u Ciebie znalazłam. Wspominasz chyba okres dzieciństwa: „Coś nie tak z tym, że nie możemy nadmiernie kupować sobie rzeczy w Pewexie. (Przecież koleżance będzie przykro, że chodzę w lepszych rzeczach.)”. Zastanawiam się czy według Ciebie to się już zmieniło o 180 stopni – czyli teraz kupujemy po to, żeby nasza koleżanka zauważyła, że jest nam lepiej? Czy jednak jeszcze gdzieś w naszej podświadomości siedzi właśnie takie przekonanie?

 

 

Celestyna: Myślę, że siedzi. I myślę, że to ma dwa bieguny. Z jednej strony – tak jak to było u mojej mamy – nie chciała żebym miała lepsze rzeczy, bo w szkole koleżance się zrobi przykro. Z kolei u niektórych to jest postawa pt.: chcę, żebyś miała najlepsze rzeczy, bo wtedy będziesz miała najlepsze rzeczy! Wszyscy Ci będą zazdrościli, tak? Żadna z tych postaw nie jest ani dobra, ani zła, tylko jest taka, jaka jest – używamy tych pieniędzy po coś, prawda? Używamy ich, żeby dorobić sobie trochę prestiżu, na przykład. Mamy różne motywy. Wszytko jest ok, jeśli robimy to bardzo świadomie, ale bardzo często tak nie jest.

 

Marcelina: Czyli robimy to mechanicznie. Przeprowadziłaś się do Nałęczowa z Krakowa…

 

Celestyna: Aleś mnie mocno przebadała! <śmiech>

 

 

Marcelina: Bardzo! <śmiech> Lubię wiedzieć z kim rozmawiam. Zastanawiam się, czy myślisz, że jest różnica – w kontekście posiadania dużej ilości pieniędzy – kiedy mieszkamy w mniejszym mieście, a w większym mieście?

 

 

Celestyna: Ciężko mi powiedzieć. Myślę, że od kiedy mieszkam na wsi – bo teraz mieszkam na obrzeżach Nałęczowa, z dala od centrum i jest tu prawie jak na wsi – to kontakt z naturą bardzo mnie uspokoił. Mam teraz trochę mniejsze potrzeby, wiesz? Dusza lubi kontakt z naturą, więc jestem tutaj znacznie spokojniejsza. Nie muszę robić niektórych rzeczy np. nie muszę iść na kawę do miasta, żeby poczuć się jakoś fajniej. Aczkolwiek lubię chodzić na kawę, więc czasem to robię! Jak tak siedzę w swoim ogrodzie i patrzę na kwiaty, słuchając śpiewu ptaków, to jest mi dobrze. Nie wiem, czy to odpowiada na Twoje pytanie? Prawdę mówiąc jestem trochę zaskoczona. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam twoje pytanie.

 

 

Marcelina: To mogą być dwa pytania. Z jednej strony zgodzę się, że porównując moje mieszkanie w małym mieście do np. tego jak mieszkałam we Wrocławiu, to widzę, że w większym mieście więcej przyjemności wiąże się z pieniędzmi. Mam takie wrażenie, że więcej rzeczy sprawiających przyjemność jest tam płatne, niż bezpłatne.

 

 

Celestyna: Absolutnie się z Tobą zgodzę! Ja tutaj idę np. na spacer do lasu i za to na szczęście nie płacę – i mam nadzieję, że tak będzie jak najdłużej. Nie chodzę na grzyby, ale sąsiadka chodzi i powiedziała, że nas kiedyś zabierze – o czym myślę z ekscytacją! Mogę sobie pojeździć na rowerze. Można pojeździć na rolkach. Faktycznie tak sobie myślę, że miasto pod tym względem bardzo ogranicza. Jeśli się mieszka z dzieckiem w mieście to trzeba sobie pójść do jakiegoś „kulkowa”, żeby się mogło pobawić. Latem jest lepiej, bo można iść do parku – ale znowu jak się idzie do parku, to są w nim różne atrakcje i wydaje się na nie więcej pieniędzy. Może bardziej bym szła w tą stronę, że ten kontakt z naturą zapewnia mi osobiście większą przyjemność, która jest bezpłatna i to jest fajne!

 

Marcelina: Drugie pytanie. Prościej i łatwiej się żyje ludziom bogatym w dużych miastach, czy raczej w mniejszych miastach lub na wsi? Chodzi mi bardziej o kontekst społeczny. Mam swoje obserwacje, ale jestem ciekawa, co Ty o tym myślisz?

 

 

Celestyna: Rozumiem, że uznajesz, że jestem osobą bogatą? <śmiech>

 

 

Marcelina: Uznaję, że znasz się na tym i być może jesteś bogata. Myślę, że to jest też kwestia tego, co Ty myślisz.

 

Celestyna: Dokładnie. Bo co to znaczy, że człowiek „jest bogaty”?

 

Marcelina: Właśnie. Czy to oznacza, że on zarabia 7 tysięcy miesięcznie, 70 tysięcy , a może 700 tysięcy?

 

 

Celestyna: Powiedzmy, że czuję się zamożna. Lubię to słowo. A dlaczego? Ponieważ w określeniu „zamożna”, jest słowo „można”.

 

Marcelina: Oooo, fajne! Zapamiętam.

 

 

Celestyna: To jest naprawdę fajne! Słowo bogata też mi się podoba, bo pochodzi od Boga – Bóg & bogaty, prawda? Bóg jest bogaty miłością. Gdy człowiek jest bogaty, to nie chodzi tylko o stan konta, ale też o nasze wnętrze – przynajmniej dla mnie.

 

Ale wolę słowo „zamożna”, bo mój poziom zamożności określa to, co mi można, czyli na co mnie stać – i czuję się faktycznie zamożna. Mamy również kontakt z zamożnymi ludźmi, którzy mają własne firmy w Nałęczowie i jakoś nie widzę różnicy, między dużym miastem, małym, a wsią. Tak naprawdę – jak rozmawiamy ze sobą – to mamy takie same dylematy. Rozmawiamy też o firmach. Może tutaj faktycznie jest taniej, więc mogę więcej pieniędzy odłożyć. Ale z kolei utrzymanie domu w zimie, kupienie drewna itd. to też wszystko kosztuje. Nie wiem, czy rozumiem Twoje pytanie…

 

 

Marcelina: Wydaje mi się, że – jeżeli chodzi o mniejsze miasto lub wieś, a większe miasto – to przechodząc do mówienia o tym ile zarabiasz, słyszysz w większym mieście mniejsze „wow” np.: gdy mówię, że mam 12 tysięcy dochodu miesięcznie i w mniejszym mieście robi to po prostu większe wrażenie.

 

 

Celestyna: Myślę, że to w ogóle jest tak, że w mniejszych miastach i na wsiach ludzie mniej zarabiają od tych w większych miastach. Z drugiej strony życie tutaj jest prostsze – z czego jestem bardzo szczęśliwa! Szukam np. jak znaleźć zdrowe, ekologiczne warzywa od sąsiadki, dobre jajka, sery kozie, niepryskane maliny… To są moje prawdziwe problemy! <śmiech>

 

 

Marcelina: Powiem Ci, że na wsi to są akurat bardzo proste problemy! Bo w mieście to jest niezła logistyka.

 

 

Celestyna: Dokładnie! I tutaj wszystko jest tańsze. To też jest super.

 

 

Marcelina: To w temacie prostoty, przejdźmy do duszy. Mówisz, że łatwo się z nią kontaktować, ale po co mamy to robić?

 

 

Celestyna: I to jest jak najbardziej pytanie lewopółkulowe! <śmiech> Po co mamy to robić? Żeby łatwiej podejmować decyzje.

 

Czasem jest tak – szczególnie w świecie kobiet przedsiębiorczych, ale też w pracy na etacie – że mamy do podjęcia decyzję. Czy wybrać ten projekt? Czy zmienić pracę? Czy zacząć współpracę z tą osobą? I wszystko z zewnątrz wskazuje na to, że tak: że to jest naprawdę świetny deal, dobry pomysł lub bardzo lukratywna pod względem rozwoju sytuacja. A jednak coś w głębi tej naszej duszy, w głębi naszego serca mówi: „coś jest nie halo”, „coś nie gra”, „nie czuję tego”, „coś mi tu śmierdzi”. Są różne określenia na taki stan – i to jest ta nasza intuicja! Intuicja  która – jak to powtarzam – ma szerszy pogląd rzeczywistości.

 

Marcelina: Czyli jak połączę jedno z drugim, to będzie mi prościej podejmować decyzje, tak?

 

Celestyna: Tak. Ostatnio ktoś przeprowadzał ze mną wywiad i zapytał mnie na czym się najlepiej znam. Wtedy uświadomiłam sobie, że najlepiej znam się na własnej intuicji! Ja z intuicją, sercem i duszą żyję już całe życie i to z nimi podejmuję decyzje. Jeżeli chodzi o prowadzenie biznesu, to fajnie byłoby wiedzieć, po co Ty to prowadzisz na poziomie głębszym – na poziomie swojej duszy. Wiedzieć, jaka jest Twoja misja życiowa.

 

Ty pracując jako stylistka, to na poziomie logistycznym można powiedzieć, że ułatwiasz kobietom życie, prawda? Ale pytanie brzmi, jaką to ma warstwę duchową? Czy Ty pomagasz im akceptować siebie? Pokochać siebie? A może pomagasz im żyć łatwiej w życiu i tyle.

 

 

Marcelina: Pomagam im nie zwariować! <śmiech>

 

 

Celestyna: Ooo!

 

Marcelina: Wiesz, pracowałam w odzieżówce i dla mnie to, co robię, to pomagam im nie zwariować w świecie, gdzie każdy im mówi, że one coś muszą. Muszą wyglądać tak. Muszą kupić to. Muszą zrobić to. I od słowa do słowa okazuje się, że połowa tego „muszę” to czysty marketing. A ja mam taką domenę: „Im więcej wiesz, tym więcej rozumiesz i  tym lepiej wyglądasz”. Uważam, że im więcej dowiemy się na temat siebie i na temat tego dlaczego np. wydajemy pieniądze lub dlaczego zależny nam na zdaniu naszej koleżanki, tym lepiej zaczynamy wyglądać.

 

Celestyna: No i widzisz! Można by to było jeszcze pogłębić, ale to i tak jest wystarczająco fajne „pomagasz im nie zwariować”. A niby jesteś stylistką, tak?

 

 

Marcelina: <śmiech>

 

Celestyna: Wracając do tej duszy. W praktyce to chodzi o łatwiejsze podejmowanie decyzji. Jeśli masz uruchomiony kontakt ze swoją duszą, to szybciej podejmujesz dobre decyzje. A druga rzecz, to żyjesz z zgodzie ze swoimi marzeniami i ze swoimi wartościami.

 

Nawiązując tego co powiedziałaś – o „muszę” – kobiety są torpedowane tym „muszę”, presją społeczeństwa, marketingu, reklam itd. To „muszę” jest z głowy”, a „pragnę” jest z serca. W tym całym zapętleniu codzienności i pracy kobiety często zatracają to, czego tak naprawdę pragną. Zapominają o tym. Żyją na automatycznym pilocie, który jest przesyłamy im przez komunikaty społeczne. Komunikaty z ról, które pełnią: „jako matka musisz to”, „jako żona musisz to”, „jako pracownik musisz to”, „jako właścicielka własnej firmy musisz to”. Świetnie! Ale czego naprawę pragniesz? Za czym tęsknisz?

 

 

Marcelina: Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale jest w tym coś pięknego. Kiedy wszystko z zewnątrz mówi mi „zrób to”, bo to jest świetne biznesowo, kontaktowo,  rozwojowo i nie wiem co jeszcze, a mi coś właśnie nie gra, to mogę wtedy spokojnie powiedzieć: „Wiecie co, intuicja mi podpowiada, że jednak nie”. I nie muszę się z tego nikomu tłumaczyć – przecież, gdy mówię o intuicji, to nikt nie wymaga ode mnie cyferek lub literek!

 

 

Celestyna: I jest to absolutna prawda, ponieważ w świecie intuicji nie ma cyferek! Nie ma faktu. Jest odczucie i przeczucie. Lewa półkula to są te cyferki, literki i fakty, a prawa półkula to odczucia. Jak kobiety to praktykują, to… Po prostu łatwiej się żyje. Łatwiej się dokonuje wyboru.

 

Marcelina: Mniej się tłumaczysz, bo nikt tego nie wymaga – tak mi się przynajmniej wydaje.

 

 

Celestyna: Dzięki Tobie będę mieć nowy argument! <śmiech> Nie popatrzyłam na to z tej strony …

 

 

Marcelina: Znalazłam u Ciebie fajne ćwiczenie ze swoim lustrzanym odbiciem: „Zawsze, gdy patrzysz na siebie w lustrze, przechodzisz obok wystawy sklepowej, poprawiasz makijaż, powiedz do siebie w myślach, tak od serca, KOCHAM CIĘ”. Napisałaś, że to najszybszy sposób na kontakt ze swoją duszą. Dlaczego to działa? Ja to praktykuję od wielu lat – mówię do siebie w lustrze np.: „tak, jesteś fajna”, „jesteś świetna”, „nie ma nikogo takiego jak Ty, bo jesteś jedyna w swoim rodzaju”. Wiem, jest to podobno samolubne! <śmiech> Dlaczego to działa? Dlaczego proste „Kocham Cię”, mówione codziennie do samej siebie, działa?

 

Celestyna: Można zadać inne pytanie. Jeśli masz dziecko i mówisz mu codziennie, że je kochasz, to jakie ono jest? A jak nie mówisz, to jakie ono jest? Bardzo często jest tak, że jak sobie przypomnimy swoje dzieciństwo, to zdajemy sobie sprawę, ile razy usłyszałyśmy, że jesteśmy kochane. I ile razy tego nie usłyszałyśmy.

 

Teraz się to zmienia. Są różne nurty rodzicielstwa m.in.: rodzicielstwo bliskości, pozytywna dyscyplina. Mówi się o tym, żeby mówić dzieciom, jak bardzo są kochane – co nie oznacza, że nie należy stosować dyscypliny.

 

Jednak mam takie poczucie, powtarzając za Louise Hay – kobietą, która to ćwiczenie wymyśliła – że mało słyszymy, że jesteśmy kochani. Albo mało słyszałyśmy w dzieciństwie, że jesteśmy kochane. I stąd też, kiedy kobieta nie słyszy, że jest kochana, to wpada na „genialny” pomysł: „Nie jestem tego warta!” lub „Nie jestem wystarczająco dobra!”. To się bardzo mocno utrwala – mama nie powiedziała mi, że mnie kocha, więc ja muszę się starać, żeby zasłużyć na miłość mojej mamy. Dlatego, kiedy jesteśmy już dorosłymi osobami, musimy wypracować sobie takiego pozytywnego rodzica wewnątrz – takiego, który będzie Ci mówił „kocham Cię” niezależnie od okoliczności.

 

Mam teraz malutką córeczkę, 4 letnią i mówię jej „kocham Cię” dosłownie kilkanaście razy dziennie! Kilka razy dziennie to jest minimum. Kiedy obserwowałam ludzi, którzy odnieśli ogromne sukcesy i ludzi, którzy żyli takim zwykłym życiem, to okazało się, że ci pierwsi mieli bardzo duże wsparcie swoich rodziców – zawsze mówią o swoich rodzicach: „czułam, że jestem kochana”, „czułem, że byłem kochany, doceniony, ważny i to mnie niosło przez życie”.

 

Tak sobie myślę, że takich rodziców i takiego dzieciństwa dostajemy bardzo mało – patrząc na skalę społeczeństwa, to może jakieś 3 %, niestety. Bo naszych rodziców nikt nie nauczył, że trzeba mówić „kocham Cię” – i to kocham Cię z otwartego serca, nie „kocham Cię”, bo trzeba mówić „kocham Cię”.

 

 

Marcelina: Bo tak wypada w tym momencie…

 

Celestyna: Bo tak wypada i tak teraz wszyscy mówią. Ważne, żeby kobieta stała się odpowiedzialna za swoje poczucie wewnętrznej miłości do siebie, swojej wewnętrznej akceptacji. Jeżeli tego nie dostałaś – a bardzo możliwe, że tego nie dostałaś. Nie mówię tu akurat o Tobie, ale ogólnie o kobietach.

 

 

Marcelina: Ja akurat jestem w tej szczęśliwych 3 %! <śmiech>

 

Celestyna: Gratuluję! Dobra karma. Jednak warto to praktykować. To nie jest tak, że przeszłość równa się przyszłości. Nawet jeśli przeszłość była trudniejsza, to możesz się nauczyć kochać siebie! Szczególnie jeśli jesteś matką. To kluczowe, żebyś przekazała to kochanie siebie dalej. Żeby to poszło w te pokolenia po Tobie – zamiast „jestem niewystarczająco dobra”, „nie jestem ważna” itd.

 

Faktycznie to jest ciekawe, że jak się robi to ćwiczenie ze słowem „kocham” – bo fajnie jest powiedzieć sobie: „jesteś super”, „jesteś czadowa”, „zrobiłaś to” – ale „kocham” zmiękcza kobietę. My jesteśmy takie bardzo męskie.. Czasem musimy walczyć w życiu.

 

Marcelina: Być twarde!

 

 

CelestynaA siłą kobiety – ja tak uważam – jest miękkość, jest jej ciepło. To jest kobieca siła, która jest zdecydowanie silniejsza od tej męskiej i twardej. Zadałabym Twoim czytelniczkom taki eksperyment, żeby przynajmniej przez dwa tygodnie mówiły do siebie „kocham Cię” w lustrze, w odbiciu, w odbiciu szyby itd. Bo życie się wtedy zmienia! Jest prościej, łatwiej, przyjemniej.

 

 

Marcelina: To jak już mówimy o takich przyjemnych rzeczach… Na swoim blogu poruszasz też temat, który brzmi bardzo przyjemnie, czyli temat wdzięczności – bardzo wdzięczne słowo – ale też odczucia braku: „Kiedy skupisz się na tym, za co jesteś wdzięczna, przywołujesz tego więcej do swojego życia. Kiedy skoncentrujesz się na braku, wysyłasz bardzo mocny przekaz do wszechświata, że czegoś Ci brakuje”.

 

Obserwuję u swoich Klientek, że bardzo często skupiają się one na  tym, czego im brakuje w ich sylwetce, a nie co już mają. Dochodzi do takich absurdów, że staję przed piękną kobietą, która jest zdrowa, silna, doświadczona i słyszę od niej, że nie ma zgrabnych nóg – powiem szczerze, że szlag mnie wtedy trafia! Chciałabym usłyszeć od Ciebie czy oprócz tego „kocham Cię”, pielęgnowanie wdzięczności bardzo szybko przekłada się na to, że żyje się nam lepiej?

 

 

Celestyna: Byłabym ostrożna z tym słowem „szybko”.

 

 

Marcelina: Ok. Ale widocznie. Może tak? 

 

 

Celestyna: To tak. To jest ta zmiana w myśleniu – szklanka do połowy pełna i do połowy pusta. Jak zwrotnice na torach – jedziesz pociągiem pt.: „Skupiam się na tym, co nie działa i czego mi brakuje” i podejmujesz decyzję. To jest element świadomej decyzji.

 

Lubię słowo decyzja, bo pochodzi od łacińskiego słowa „decidere” i oznacza „odciąć wszystko, co inne”. Jeżeli podejmuję decyzję, że: skupiam się teraz na tym, co mam. Skupiam się na tym, co działa. Skupiam się też na tym, co zrobiłam – to jest coś, czego nauczyła mnie moja nauczycielka od soul coachingu. „Skupiaj się na tym co zrobiłaś, a nie na tym, czego nie zrobiłaś” – gdybyśmy nauczyły się w swoim życiu tej jednej rzeczy, to zmieniło by się ono o 180 stopni!

 

Podejmij decyzję, że skupiasz się na tym, co zrobiłaś. Skupiasz się na tym, co masz. Nie jest to łatwe, ponieważ od dzieciństwa nam wmawiano: „musisz być lepsza”, „musisz być szybsza”, „musisz być lepsza od facetów”, „musisz być chudsza”, „musisz być mądrzejsza”, „musisz być sprytniejsza”, „musisz być bardziej wyedukowana”. Mam wrażenie, że ta hipnoza, że „musisz być …ejsza” jest dość mocna i po prostu kobiety idą, idą w to, idą – nie rozglądają się i nie widzą, co mają. Ja Cię doskonale rozumiem, bo mam u siebie podobny temat, w mojej pracy.

 

Marcelina: Nie doceniamy tego co mamy – to jest przerażające! Nawet na takim prostym przykładzie. Wystarczy, że stoją koło siebie 4 kobiety i zauważyłam, że – jeśli chodzi o ciało – to na te 4 kobiety wszystkie będą tak mocno skupione na własnym ciele, że nie zobaczą tej drugiej kobiety. I nie pomyślą: „Kurczę, to jednak mi jest dobrze i jednak mam naprawdę dużo. Jednak nie mam takich problemów, jak inni ludzie”. Taki dystans dużo daje. Ale tu jest jeszcze kwestia porównywania się, co jest tematem na kompletnie inną rozmowę, bo to może być negatywne…

 

Celestyna: Właśnie dla mnie jest to coś zaskakującego, bo ja tego nie mam! Nie mam porównywania się do innych. A dlaczego tego nie mam? Kiedyś na coachingu jedna coach bardzo mi w tym pomogła. Bo wiesz, kiedy rozwijasz swój biznes to też patrzysz na koleżanki, które robią pewne rzeczy szybciej od Ciebie, albo na większą skalę. Zaczynają więcej zarabiać.

 

Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie lepszy lub gorszy od Ciebie. To jest akurat dość proste na tej planecie. Podzielę się tym, ponieważ to może pomóc Twoim Paniom – jeżeli czujesz zazdrość z jakiegoś powodu, to to ukłucie zazdrości jest tak naprawdę ukłuciem ich potencjału. Jeżeli widzisz, że ktoś jest lepszy w danej dziedzinie od Ciebie i Ty mu tego zazdrościsz, to znaczy, że Ty też możesz! Możesz być lepsza! Przez to ukłucie Twój potencjał mówi do Ciebie: „Heeejjj! Ty też to masz! I ja Cię kłuję, bo Ty tego jeszcze nie zrobiłaś!”. Różnica między tą osobą która ma więcej, czy lepiej, jest taka, że ona postanowiła to zrobić – a Ty jeszcze nie postanowiłaś. Trzeba sobie zadać to pytanie. Jeśli czujesz zazdrość z tego powodu, to czy masz ochotę ten potencjał wykorzystać i go użyć? I czasem się pojawia „tak”, a czasem się pojawia „nie” – bo na przykład ma się dziecko i nie chce się pracować więcej. To też jest kwestia wyboru. Zamieńmy tą zazdrość na przypomnienie Twojego potencjału, że możesz. Pytanie kolejne, czy chcesz?

 

A wracając do metafory z tą przekładnią na torach – warto popatrzeć sobie prosto w oczy i powiedzieć: „Czy to, że skupiasz się na swoich wadach, czy to, że skupiasz się na tym, czego nie zrobiłaś, czy to, że skupiasz się na tym czego nie masz, Cię wspiera?”

 

 

Marcelina: No z reguły nie.

 

 

Celestyna: No nie z reguły! Po prostu to nie wspiera. Czy zatem chcesz się wpierać, czy chcesz sobie podkładać kłody pod nogi? I też patrzysz sobie w oczy, pytając: „Czy chcesz się wspierać, czy podkładać sobie kłody pod nogi?”.

 

Tutaj jest podejmowanie decyzji. Okej, chcę się wspierać. Jeżeli chcesz się wpierać, to przez tydzień skup się na tym, co zrobiłaś – i zapisz to sobie w komputerze , telefonie, na ścianie. Skupiaj się na tym co zrobiłaś: „Co zrobiłam? Co zrobiłam?”

 

Ja czasem prowadzę takie szkolenia biznesowe z duszą, które są logistycznie bardzo trudne, bo je robię u siebie w domu. Jak mi przyjeżdża 20, czy 30  kobiet do mojego domu, to nie jest tylko sprawa szkolenia. To jest też sprawa logistyki! Korzystam z różnych ludzi, którzy pomagają mi w tym szkoleniu, są różne atrakcje itd. Takie szkolenia i różne projekty sprawiają, że ta postawa „okej, ale co jest zrobione?” jest świetna – bo jest jeszcze milion rzeczy do zrobienia. Jakbym myślała o tym milionie rzeczy do zrobienia, to nigdy bym tego projektu nie skończyła z sukcesem! „Okej, ale co zostało zrobione?” To zostało zrobione. Aha. To jeszcze to, to, to i to. Ale zawsze jest odniesienie do tego, co już zrobiłaś.

 

 

Marcelina: Ja myślę, że z tym potencjałem jak najbardziej spotkałam się m.in. patrząc się na styl różnych kobiet. Bo często kobieta mówi: „Ja nie mam takiego gustu, jak moja koleżanka.” Tylko później się okazuje, że nie dość, że koleżanka naukę łączenia różnych ubrań, kolorów wyniosła z domu – bo mama jest artystką, a tata jest dekoratorem wnętrz i po prostu to potrafią – to później okazuje się, że tak naprawdę nie do końca jest mi to potrzebne. Nie do końca zależny mi, żebym ja sam własny styl rozwijała. Ale skupiamy się „no tak, ale ja nie mam takiego stylu, jak moja koleżanka”, zamiast skupić się na tym, że no tak, nie masz takiego stylu, bo nad nim nie pracujesz. Nie poświęcasz mu czasu. A czasem się okazuje, że nie jest Ci to potrzebne, więc się na tym nie skupiasz.

 

Mam do Ciebie takie pytanie, na które już trochę trudniej jest odpowiedzieć. Co w momencie, kiedy już jesteś na tzw. Świeczniku – z różnych powodów – już tam stoisz i – jak sama określasz – ludzie zaczynają Cię krytykować, tak? „Często dla krytykujących ukąszenie Ciebie jest jedyną możliwością doświadczenia Twojego sukcesu”, jak piszesz na swoim blogu. Co w momencie, kiedy ludzie krytykują to, czego my nie jesteśmy w stanie zmienić? Czy Tobie się zdarzyło, że ktoś skrytykował Twój wygląd, na który nie masz wpływu np. na krzywiznę swojego nosa – oczywiście strzelam teraz. Co wtedy? Jak sama sobie z tym radziłaś?

 

 

Celestyna: Pochodzę z takiej rodziny, gdzie dla mojej mamy bardzo ważny był wygląd. Bardzo był ważny. I ja oczywiście jako dziecko się buntowałam. Byłam dziewczyną która… Może nie byłam punkiem, ale miałam chłopaka punka, więc: moje spodnie były poszarpane, buty pomalowane, sama robiłam swoje ciuchy i jak to pewnego dnia powiedziała moja siostra: „Jak się patrzy na Ciebie, to wygląda jakbyś była dzieckiem jakiejś rodziny mieszkającej na ulicy”. Nie wiem, czy jestem dobrą osobą do odpowiadania na tego typu pytanie, bo zawsze miałam w sobie bunt na konkretne wzorce – jeżeli chodzi o wygląd.

 

Natomiast zdarzały mi się takie sytuacje np.: pamiętam, że prowadziłam warsztaty z pieniędzy właśnie, na które ubrałam się – hmmm – powiedzmy, że nie ubrałam się w ten sposób, żeby emanować swoim prestiżem, tak? Ubrałam się dość zwyczajnie. Akurat to był taki rok w którym zarobiłam pół miliona – i to było dla mnie bardzo duże osiągnięcie – o czym powiedziałam na tych warsztatach. W kwestionariuszu dostałam informację: „Nie wierzę tej kobiecie, że zarobiła pół miliona, bo wyglądała tak, jakby w ogóle nie umiała się ubrać. Miała takie zwykłe ciuchy” itd.

 

To było faktycznie przykre dla mnie, ale z drugiej strony było bardzo mało strategiczne – jako dla osoby prowadzącej szkolenia z pieniędzy. Niestety ludzie są, jacy są, czyli patrzą na wygląd. Ze smutkiem to stwierdzam i czasem się wobec tego jeszcze buntuję, ale jak już idę na konferencję to wiem, że muszę dobrze wyglądać – muszę mieć dobre buty, dobrą torebkę, sukienkę itd. Tak sobie myślę, że oczywiście jest to przykre.

 

To nie jest tak, że ja takich rzeczy nie przeżywam, ale zawsze sobie potem myślę, że jeżeli ktoś mówi przykre rzeczy o innych ludziach, to tak naprawdę ma problem sam ze sobą i nie akceptuje siebie do końca. Często jest tak, że gdy wkurza nas coś w innych osobach, które praktycznie osiągnęły więcej, czy wiedzą więcej – czy też wydaje nam się, że są lepsze od nas – to chcemy je „sprowadzić do parteru” i takimi złośliwymi uwagami doprowadzić w sobie do poczucia, że one jednak są zwyczajne, albo nawet gorsze od nas. Myślę, że te wszystkie zjadliwe komentarze są najbardziej zjadliwe dla tych, którzy je wykonują.

 

 

Marcelina: Ok. To co? Postanawiamy polubić pieniądze. Słuchać swojej duszy. Uczyć się też przedsiębiorczości – bo też pracujesz z kobietami biznesu i dużo o biznesie mówiłyśmy. Ale wiadomo, że jak się czegoś postanawiamy uczyć, no to bywa różnie… To już jedno z ostatnich pytań. Co sądzisz o porażkach?

 

 

Celestyna: O Boże, kocham porażki! <śmiech> Kocham porażki z kilku powodów. Po pierwsze… Hm… Porażka… Ja nie wiem, czy mam w swoim słowniku takie słowo jak porażka. Właśnie tak się zastanawiam. Porażka to jest coś, co mi „nie wyszło”, tak? To tak w cudzysłowie o tym mówię, dlatego że bardzo często zauważam taki trend – to jest mój trend, ale może też paru innych kobiet – że jak mi coś nie wyszło, to jak wejdę w to głębiej, to okazuje się, że ja tak naprawdę tego nie chciałam. Weszłam w sytuację, ale nie do końca to było zgodne ze mną. I to jest też bardzo często nieświadome.

 

Więc tak naprawdę ta porażka i analiza tej porażki jest bardzo fajna, bo uczy nas świadomości siebie. Jak sobie myślę o swoich błędach i porażkach w swojej szkole językowej, to ja tych porażek faktycznie miałam kilka – wtedy mówiłam o porażkach, bo taka była moja świadomość. Natomiast życie nauczyło mnie – i też praca własna nauczyła mnie – żeby nie myśleć o porażkach, tylko myśleć o tym: „No dobrze, ale co mi wyszło?”. Coś zrobiłam nie tak, i o co chodzi? Czy naprawdę tego chciałam? Czy nie zrobiłam sobie tak naprawdę tego na własne życzenie?

 

Pamiętam jedną taką porażkę, którą popełniłam w swojej szkole językowej – przechodziłam po prostu przez wypalenie zawodowe i w ogóle nie włożyłam serca w pewien projekt. Po prostu miałam odrazę do tego projektu, co oczywiście zaowocowało tym, że klienci byli niezadowoleni i dostałam najgorszy feeedback w całym swoim życiu! Zawsze dostawałam feedback na poziomie 4, 4+, 5. Częściej było to 5. A ten feedback był na poziomie zero! ZERO! Zero. I jak było te 20 osób…

 

 

Marcelina: Wow! Na to naprawdę trzeba zasłużyć!

 

 

Celestyna: Ja naprawdę sobie na to zasłużyłam. Może trochę był za surowy…. Ale siedziałam przy tych paniach z HR-u, czytałam kwestionariusze i chyba wtedy miałam niezłą traumę – nigdy w życiu czegoś takiego nie przeżyłam. Niestety mogę powiedzieć, że tamto doświadczenie to faktycznie była porażka. Ja oczywiście bardzo szybko i bardzo sprawnie poprawiłam to wszystko! Nie wzięłam pieniędzy. Zaproponowałam inny projekt. Zorganizowałam innych lektorów itd. Na koniec byli oczywiście zadowoleni.

 

Natomiast to była dla mnie porażka z bardzo prostego powodu – ja to w sobie niosłam przez kilkanaście lat! Ten moment sprawił – i moja interpretacja tego momentu, i mój szok, i moja trauma – że przestałam w ogóle uderzać do korporacji. Dlatego, że tak mi się to źle skojarzyło.

 

Jeżeli mówię o porażce, to raczej mówię w kategorii właśnie takiej – że emocjonalnie sobie z czymś nie poradziłam. Bo gdybym sobie poradziła.. Ok, no dobra, porażka, błędy popełnione, kurczę, spieprzona sprawa, beznadziejnie poprowadzony projekt. Ok. Ale co możemy zrobić, żeby to nadrobić i też co możesz zrobić dla siebie, żeby się uwolnić od tej traumy? Ta trauma niosła mnie przez wszystkie relacje. Jest takie fajne zdanie” „To jest ok ponosić porażki, ale nie ok przyzwyczajać się, że to jest norma” – jak się w tym momencie przyzwyczaiłam do tego, że to jest norma. Gdzieś tam postanowiłam, że to jest dla mnie będzie norma, przez parę lat!

 

Więc jak ponoszę jakąś porażkę, to teraz naprawdę ją dogłębnie analizuję. Uwalniam się od stresu z tym związanego, żeby pójść dalej do przodu z czystą kartą – a  nawet nie z czystą, a ze wzbogaconą o te lekcje, których się nauczyłam! No tak. Nie zrobiłaś tego. A przecież wiedziałaś, że będzie trzeba. A nie zrobiłaś jeszcze tamtego. No to co można z tym zrobić? Zawsze jak się wydarzają jakieś trudne doświadczenia, to ja już mam tak wytrenowane przez lata życia – a trochę żyję – zadaję sobie pytanie: „Ok, ale co dobrego w tym jest?”. Wiem, że tego jeszcze nie widać, ale co dobrego w tym jest? No z żadnej strony nie widać, że jest coś dobrego, ale co dobrego w tym jest? No beznadziejne to jest, fatalne, ale dobra, co dobrego w tym jest?

 

 

Marcelina: <śmiech> Jak dziecko pytające dlaczego? A dlaczego? A dlaczego?  

 

 

Celestyna: No właśnie! I fajnie, że to powiedziałaś. Dlatego, że jak sobie zadajesz pytanie: „Dlaczego mi się to przytrafiło?” to z automatu skazujesz się na bycie w czarnej dupie. Ale jak sobie zadajesz pytanie: „Ok, ale co dobrego to dla mnie niesie?”, to jesteś zupełnie na innej drodze, w innym kierunku.

 

 

Marcelina: Mówi się też, że nawet porażki, czy nasze negatywne przekonania jakoś mają nas chronić albo coś mają spowodować pozytywnego – jest takie przekonanie. Przynajmniej słyszałam o nim.

 

 

Celestyna: Zawsze się mówi „szczęście w nieszczęściu” itd.

 

Marcelina: Fajnie podrzucić do takiego nowego nurtu – bo wbrew pozorom wiele rzeczy jest nowych np. nowe jest pozytywne podchodzenie do porażek dla niektórych osób – takie słowa, zdania naszych babek, czy prababaek. Nagle to wszystko zaczyna mieć jakiś głębszy sens. 

 

Celestyna: Prawda? Nic takiego nowego już nie ma na tym świecie. Też jestem przeciwna myśleniu, że wszystko jest pozytywne i wszystko się da i wszystko jest możliwe. Czasem ludzie chodzą na takim haju, że wszystko jest możliwe, a nie sprawdzają tak naprawdę, czy tego faktycznie pragną, czy tego chcą i czy faktycznie wszystko jest możliwe na teraz. Może wszystko jest możliwe, ale później.

 

 

Marcelina: Jeszcze takie ostatnie zdanie od Ciebie. Przeczytałam na blogu: „Uwolnij się od poczucia winy, jeśli uważasz, że działasz za szybko, czy za wolno. Wystarczy działać.” Przyznaję, że przeczytałam jeszcze wpis o poszukiwaniu idealnego  programu treningowego i podobało mi się, że byłaś zafascynowana tym, że coś jest lepsze niż nic. Dlatego chciałam Cię zapytać, jakie jedno ćwiczenie – choć w sumie już trochę o ćwiczeniach mówiłyśmy – poleciłabyś kobietom, które chcą po prostu poczuć się lepiej teraz same ze sobą? Są na różnym poziomie – bo wiemy, że jedne z nas mają trochę ciężej, inne lżej – i w różnym momencie swojego życia. Co możemy zrobić, żeby poczuć się lepiej same ze sobą?

 

Celestyna: To wiesz co, może takie proste ćwiczenie, właśnie z wdzięczności –  pytanie: „Co już masz?” Bardzo często nie doceniamy takich prostych rzeczy: że już mamy dom, mamy mieszkanie, mamy wodę w kranie, mamy chleb do jedzenia albo kaszę jaglaną <śmiech>. „Co już masz?” Masz ręce. Masz oczy. Masz zdrowe ciało – albo jeżeli nie masz zdrowego ciała, to możne masz zdrową rękę, ale chorą nogę? Co już masz, co działa? Takie proste pytanie.

 

Oczywiście kolejnym pytaniem będzie: „Za co jesteś wdzięczna?”. Dlatego zaczynam z premedytacją od tego pytania „Co już masz?”, bo czasem jest tak, że ciężko jest zobaczyć i uruchomić w sobie tą wdzięczność. Wdzięczność to jest już uczucie płynące z serca – czasem mamy zamknięte serce, bo jesteśmy przerażeni.

 

 

Marcelina: Spotkałam się w taką reakcją. Masz dom, tak? Mówię do kogoś, że to naprawdę super! Jestem pod wrażeniem, masz dom! A ktoś patrzy na mnie i mówi: „Wszyscy mają”. <śmiech> I to jest niesamowite! Ty myślisz sobie” „Wow, projekt życia! Niesamowita energia. Do tego zaangażowanie rodziny.” itd. A ktoś mówi: „Ale wszyscy mają”. Wyobrażam sobie, że ciężko, żeby taka osoba od razu przestawiła si na wdzięczność – uświadomienie sobie co mam jest rewelacyjne!

 

 

Celestyna: I dopiero potem ten drugi poziom. A trzeci poziom będzie taki, żeby faktycznie poczuć tą wdzięczność. Takim sposobem na to, żeby poczuć wdzięczność, jest przypomnienie sobie fajnych, radosnych momentów w swoim życiu. Momentów z dzieckiem – to dla kobiet jest może najłatwiejsze – z mężem, czy w ogóle momentów radości w swoim życiu. I uruchomienie w swoim sercu tej radości, uczucia radości!

 

A dopiero potem z tej radości, przechodzimy w uczucie wdzięczności i przypominamy sobie, za co jestem wdzięczna. Wtedy to uczucie wdzięczności zacznie samo z nas wypływać! A jak ono z nas zacznie wypływać, to dzieje się magia – bo wdzięczność  transformuje bardzo mocno życie, kobietę, mężczyznę i świat. Dobrze jest takie ćwiczenie robić sobie przez zaśnięciem, bo wtedy człowiek nie dość, że ma piękne sny, to jeszcze obudzi się rano i jest szczęśliwy.

 

 

Marcelina: Super! Ja Ci bardzo dziękuję za rozmowę. I podoba mi się „co masz”. To jest ekstra!

 

 

Celestyna: A ja Ci bardzo, bardzo dziękuję! I dziękuję Ci za Twoje przygotowanie – muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem Marcelina, jak mnie mocno przeanalizowałaś. <śmiech> Zadawałaś naprawdę fantastyczne pytania, które mi pomogły uruchomić i otworzyć nowe okna w moim umyśle i sercu. Dziękuję Ci bardzo. Myślę, że Twoje klientki mają duuuużo szczęścia, że trafiają do Ciebie i że pracują z Tobą.

 

Marcelina: Bardzo miło mi to usłyszeć!

 

Dodaj komentarz